Re: Zarządzanie wizerunkiem osobistym w erze internetu

Niniejszym publikuje odpowiedź Saveura na mój poprzedni tekst, zapraszam do komentowania ! Wyszła mi z tego nie lada odpowiedź.

Najpierw odniosę się do tego co mnie najbardziej uderzyło i z czym nie zgadzam się najmocniej, mianowicie (choć Ty Wojciechu tego nie powiedziałeś, oczywiście):

W Internecie panują takie same zasady wypowiedzi, jak w „realu”. Jeśli w „prawdziwym życiu” nie powiedziałbyś czegoś, to nie powinieneś tego robić również w sieci. (batman)

Nie prawda. Internet to nie “prawdziwe życie” i panują tutaj zupełnie inne zasady. W normalnym życiu każdy z nas ma maski – nie powiem dlaczego tak jest, nie jestem psychologiem, ale tak właśnie jest. Inaczej zachowujesz się w gronie znajomych, co innego mówisz w towarzystwie swoich kumpli z którymi grasz w piłkę co tydzień, inny będziesz w pracy, a jeszcze inny na obiadku z teściami. Nie jesteś tą samą osobą zawsze i wszędzie. Gdyby próbować oceniać moją osobę na podstawie męskiego spotkania przy kielichu, gdzie raz na jakiś czas muszę się mocno sponiewierać dla zdrowia psychicznego, powiedzielibyście, że jestem szowinistyczną, zbereźną świnią! Ale czy taki jestem? Czy tak będę się zachowywał na spotkaniu biznesowym?

Przykłady z mojego życia – pracowałem kiedyś w pewnej firmie, w której była pewna sekretarka/asystentka szefa czy jak to ładnie po angielsku mówili “office manager”. Miałem z nią wspaniałe relacje, które polegały na ciągłym flirtowaniu i aluzjach dotyczących seksu. Jeżeli osoba trzecia by na to spojrzała, powiedziałaby, że conajmniej łączył nas soczysty romans a na pewno, pomyślała by, że jestem kasanową, że ho ho. Czy jestem kasanową? Wierzcie mi, że nie. W tej samej firmie, było również dwóch programistów, z którymi podczas jednego dnia potrafiłem wymienić z dwieście kur** i usłyszeć opowieści o tym czym mnie kto zrobił. Czy to oznacza, że ja (i owi koledzy) jesteśmy nie okrzesaną hołotą? Nie. To był tylko nasz sposób na pracę w ciężkich warunkach. Do dziś utrzymujemy świetny kontakt.

W “prawdziwym świecie” mamy maski, jesteśmy różnymi ludźmi w różnych sytuacjach. W internecie bardzo wielu rzeczy nie powiem, nie dlatego, że się ich wstydzę, a dlatego, że zostaną zupełnie inaczej odebrane. Prowadząc z Tobą dyskusję nie wiem jak to odbierzesz, nie widzisz mojej gestykulacji, nie słyszysz barwy głosu, Ty sam czytasz moje wypowiedzi tak jak chcesz je przeczytać. Mało tego, w rzeczywistości nasza wymiana zdań będzie trwała 10 minut, w internecie, będzie rozwleczona na kilka dni (tygodni?). Wstaniesz następnego ranka w skowronkach i przeczytasz moją odpowiedź zupełnie inaczej, niż na przykład dzień później po awanturze którą zrobiła Ci Twoja kobieta.

Mało tego, rozmowa na żywo ma to do siebie, że jest teraz i między nami. Rozmowa w internecie, zostanie zachowana na wieki wieków. Dwa lata później ktoś przeczyta moją wypowiedź, i na jej podstawie mnie oceni, ale nie przeczyta 5 poprzednich stron na forum w których prowadziliśmy dyskusję. Tak samo nie będzie wiedział, że na tym forum siedzieliśmy już dwa lata, i kochamy się tak a nie inaczej, albo, że to taka gra między nami.

Nie stwierdzam tutaj, że mamy nie dyskutować w internecie – wręcz przeciwnie, jak najbardziej mamy rozmawiać, ale z dystansem, nie zachowują się jak dzieci czy obrażalskie paniusie. Podyskutujmy, pokażmy że jesteśmy ludźmi, niech emocję włączą się do dyskusji, ja chce widzieć, że rozmawiam z człowiekiem który kocha to co robi, ale na końcu, miejmy tyle rozumu, by wiedzieć, że nie zgadzamy się tylko w tym jednym temacie, i możemy dalej być świetnymi kolegami. I tak samo, jeżeli jesteśmy pracodawcami (zakładając, że Wojciech ma rację i pracodawcy są tak głupi i zatrudniają ludzi na podstawie internetowych wypowiedzi bez kontekstu) bierzmy pod uwagę, że ten człowiek jest inny w gronie przyjaciół, inny w pracy a jeszcze inny w barze z kumplami i nie oceniajmy go na podstawie jego miłości do danej partii politycznej, bądź tolerancji dla aborcji.

tutaj rozpoczyna się następny problem…

Jałowość dyskusji

nigdy nie stwierdzaj rzeczy co do których nie masz absolutnej pewności

Zawsze zachowaj kulturę wypowiedzi i szanuj inne osoby biorące udział w dyskusji.

Udzielając się w dyskusjach „politycznych” na popularnym portalu zwróć szczególną uwagę na to co piszesz i nie daj się sprowokować

Z powyższych klaruje się poziom dyskusji w naszej branży – nuda, zachowawczość, jałowość, wszech obecna poprawność – żeby przypadkiem kogoś nie urazić. Co to podstawówka?

Czytam planetę pehapa od dawna, i albo nasza społeczność programistów-czytelników-blogów jest tak mała i nudna, albo wszyscy biorą od dawna sobie Twoje słowa do serca.

W komentarzach nie widzę, żadnych ożywionych dyskusji, tylko delikatne poklepywanie się po pleckach, może od czasu do czasu jakaś uwaga, ale bardzo asekuracyjna, żeby przypadkiem kogoś nie urazić. Boimy się krytykować, bo sami boimy się być skrytykowani?

Rezultatem powyższego, są beznadziejne, albo przynajmniej słabe wpisy na planecie z których ani nie dowiem się niczego nowego, ani nie poczytam wspaniałej wielowątkowej, długiej dyskusji między czytelnikami – które to kocham (sic!) czytać, dzięki to którym (sic!) bardzo często patrze na sprawy z zupełnie innej perspektywy – czyli rozwijam się!

Jakby ktoś przyszedł i napisał autorowi komentarz, pod kolejnym nudnym wpisem na planecie, że jego artykuł jest nudny, opisuje zagadnienie opisane już set razy, że mógł to chociaż zrobić kompleksowo, to może następnym razem ów autor, wiedziałby na czym się skupić bardziej? Dodałby więcej przykładów, mocniej zgłębił temat, tak by połechtać swoich czytelników, i czerpać satysfakcję z własnego rozwoju.

Wszystkie te Twoje “zalecenia” śmierdzą mi porąbaną poprawnością polityczną, gdzie nie można powiedzieć, że czarne jest czarne, to jest obrzydliwe, ten to kłamca, a to jest kobieta.

Nie oznacza to bynajmniej, że chcę chamstwa, agresywności i trollowania. Jeżeli ktoś wyciągnął taki wniosek z moich powyższych słów, to trudno, nie mam po co się dalej rozwodzić, bo taka osoba i tak nie zrozumie, w czym rzecz.

Ludzie z którymi ja utrzymuję jakieś relacje, są normalni – mogę ich skrytykować, mogę im powiedzieć, że zdjęcia które zrobili są słabe, że ta biblioteka to słaba kalka innej produkcji, że ten kod jest kompletnie nie wydajny, albo że właśnie przynudzają. I vice versa, oni mówią mi to samo. I znamy się tak już latami, mamy świetne stosunki, nikt nie ma z tym problemów, a przede wszystkim nikt nie trzyma ukrytej urazy. Skąd ja mam wiedzieć, że Cię nudzę, jeżeli mi tego nie powiesz w oczy?

Opinia w środowisku

opinia w „środowisku”… [..] moim zdaniem niewiele osób zdaje sobie sprawę z jego „ważności” oraz tego jak zarządzać swoim wizerunkiem by owa opinia była jak najlepsza.

Moim zdaniem nie wiele osób zdaję sobie z tego sprawę, bo w naszej krainie programistów nie ma to znaczenia (a na pewno nie takie, jak próbujesz mu przypisywać). Ja wiem, że teraz jest trend na “świadome” kreowanie swojego wizerunku (czego ja mam po uszy), ale te wpychanie do każdej branży tych stwierdzeń (i z góry zakładanie, że są one prawdziwe) aż woła o pomstę do nieba.

Czy przeprowadzaliście kiedyś jakąś rekrutacje? Czy pracowaliście z jakimiś ludźmi? Co było dla Was priorytetem wybierając pracownika? Bo dla mnie, zawsze były to jego umiejętności a później jego charakter ale nigdy jego poglądy, zainteresowania, czy to jaką lubi muzykę czy partię polityczną.

Jako porady podajesz:

Udzielaj się na tematycznych forach – pomagaj początkującym, wyrażaj opinie, nigdy nie stwierdzaj rzeczy co do których nie masz absolutnej pewności

O ile udzielanie się na forach, jest pewnie jak najbardziej ok, o tyle ta asekuracja i zachowawczość już nie. Ja nie wiem jak Wy, ale ja nigdy nie mam absolutnej pewności – mam za to absolutną pewność, że w każdym temacie znajdzie się ktoś kto przyjdzie i rozwinie temat lepiej ode mnie, ba nawet wskaże, że w kilku szczegółach się pomyliłem. Jeżeli miałbym wyznawać zasadę “absolutnej pewności”, to pewnie nigdy nic bym nie napisał, i nigdy niczego nowego się nie nauczył (bo nikt by mi błędów nie wytknął)

Wizerunek w internecie a przyszły pracodawca

Skupię się trochę teraz na sednie tego tekstu, czyli próbie pokazania, że Twoje założenia co do promowania się w internecie są błędne. Z góry zaznaczam, że ja nie wiem jak powinno to wyglądać, ja mam tylko wiele luźnych przemyśleń, w dodatku wiele z nich jest sprzecznych ze sobą.

Już bez cytowania konkretnych Twoich zdań – piszesz, by nie wypowiadać się na tematy sporne, drażliwe, na temat polityki (a jeżeli to robić to delikatnie), być zawsze poprawnym, kulturalnym, układnym i oh ah. Ja mam pytanie, to będziesz Ty? Po prostu z góry przyznajmy, że Jak Kowalski na facebook-u to nie jesteś Ty. To jest Twoja wizytówka, ale to na pewno nie jesteś Ty. Ten Jan Kowalski na forum.php.pl to nie jesteś Ty, to jest bot udzielających ładnych, kulturalnych odpowiedzi na proste i głupawe pytania. Ale to nie jesteś Ty!

Po mojej 3 rekrutacji, przestałem czytać CV ludzi. Przestało mnie interesować jakie szkoły pokończyli, gdzie pracowali i jakie mają hobby. Każdy mniej więcej miał dokładnie to samo napisane. Tak samo, pracodawcy, przestaną czytać Wasze profile na nk.pl (nk.pl? serio?) facebook-u, czy forum.php.pl bo będzie wiedział, że niczego ciekawego się nie dowie.

W internecie powinniśmy mieć maski, jak wszędzie, albo nie powinniśmy się wstydzić naszych przekonań, poglądów i mieć własne zdanie, a nie być taką mamlą, która powie wszystko co chcesz usłyszeć byleś tylko mnie później zatrudnił.

Chciałbym ten temat rozwinąć mocniej, ale – zorientowani wiedzą o co mi chodzi – temat naszego istnienia w internecie, internetowego dowodu osobistego, podpisywania się wszędzie nazwiskiem, jest tak ciężki, że na to potrzeba dużo wódki, i kilka długich ciężkich posiedzeń.

Jakie ja widzę wyjście (wcale nie idealne, i sam mam z tym problemy), miej wizytówkę/portfolio/stronę domową/profil na społecznościówkach prosty, jak CV, informujący o Twoim geniuszu, dokonaniach, i jakiej muzyce lubisz, a dla reszty miej osobne profile, i tam bądź sobą (tak staram się robić). Albo, przestań się bać, nie oceniaj ludzi po ich poglądach na temat jednej rzeczy, pokaż, że jesteś człowiekiem, nie jesteś krową – zmieniasz zdanie – uczysz się na błędach, przyjmujesz krytykę i tak dalej, jak to pisałem już powyżej. (i to ostatnio też staram się robić).

Po prostu pamiętajmy, że internet przekłamuje, a w “prawdziwym świecie” możemy być świetnymi kumplami, pomimo, że mamy różne zdanie i możemy się czasem ostro spiąć w danej rozmowie. Nie alienujmy pracodawców, pracodawca to taki sam człowiek jak Ty, ja i batman w pelerynce, zwykły człowiek który też czasem się myli, ma czasem ciężko strawne zdanie na jakiś temat i miał w życiu parę wpadek. Na prawdę chciałbyś pracować dla kogoś kto nie zatrudni Cię tylko dlatego, że lubisz PiS, jesteś prawicowcem, uważasz, że homoseksualiści przesadzają, a raz na pół roku musisz się schlać jak świnia by przypomnieć sobie dlaczego nie robiłeś tego przez ostatnie pół roku? Ja nie. I nie pracuje dla takich ludzi, nie udaje (choć tak na prawdę to wiadomo, że każdy z nas udaje zawsze… no ale… już dajmy spokój tym szczegółom).

Podsumowując, nie uważam, że promując się w internecie, nie znajdziemy pracy – znajdziemy i to na bank. Ale nie wmawiajmy sobie na wzajem, że jest to koniecznie, że bez tego nie da rady, i że to jesteśmy my. To nie jesteś Ty, tylko Twój udawany facebook-owy profil, na którym nie opublikujesz nic kontrowersyjnego, bo sikasz w majty, że przyszły pracodawca to przeczyta. Po za tym, wierzcie mi, w naszym programistycznym świecie dostaje się prace będą “anonimowym” i to świetną pracę.

Nie wiem czy udało mi się zawrzeć sens tego co chciałem przekazać i poukładać to w jako taką całość, nie będę ukrywał, że na codzień piszę referaty ale przy użyciu pehapa a nie języka polskiego. I tak jak to opisałem wyżej, nie zgadzam się z Tobą kompletnie, ale tylko w tym jednym temacie, i nadal mam zamiar czytać Twojego bloga. Nie chcę się już bardziej rozpisywać, by nie rozwodnić sensu wypowiedzi, choć wiem, że o paru argumentach na pewno zapomniałem.

AdamSauveur

  1. Theq pisze:

    Chciałem się zgodzić z wypowiedzią Saveura. Sam miałem napisać kilka słów do poprzedniego wpisu, ale kierując się waszymi radami nie napisałem nic.

  2. Tzn. którymi radami :> ?

  3. Quadina pisze:

    Trudno się odnieść do tekstu, ponieważ nie zgadzam się ani z tekstem źródłowym, ani z odpowiedzią na nie. W moim rozumieniu znajdą się pracodawcy, którzy sprawdzą dokładnie nawet Twój akt urodzenia, nie tylko nk, fb czy nawet google. Znajdą się również, którzy popatrzą na Twoje CV, zapytają cokolwiek szczegółowego z Twoich zainteresowań, żeby potwierdzić prawdę i wrzucą CV do niszczarki. Napisanie, że tak musi być, bo tak jest i koniec kropka jest co najmniej niepoważne.

    Wracając do początku impulsu powodującego mój komentarz: Opisywanie „psychologii” użytkowników sieci jest dla mnie idiotyczne, tak samo jak idiotyczne jest opisywanie psychologii ludzi w „realu”. Typów ludzi, sposobów ich wychowania, warunków w jakich dorastali, w jakich żyją jest tyle kombinacji w tym naszym „dwudziestym pierwszym” wieku, że dyskusja o kolejnym podziale na „no-lifów” i „realowców” jest niedorzeczna. W każdej z tych dwóch grup jesteś ty i ja, są nasze babcie, rodzice, koledzy, przyjaciele nawet pracodawcy. Wszystko zależy od proporcji jednego nad drugim. Wszyscy po za pracą, Unrealem/[wpisz dowolną grę w którą grasz] i FB mamy swoje życie po za komputerem.

    Podsumowując: Dyskusją dla mnie nie jest, czy w sieci mamy zachowywać się tak jak w rzeczywistości (lub każdy inny wątek tego typu). Mamy swój światek zamknięty tak jak zamknięty światek jest każdy inny np. subkultur.

    P.S. Może lepiej porozmawiamy o multiparadygmatowości w PHP6 ?

  4. Quadina, ja w swoim tekście nigdzie nie powiedziałem, że każdy pracodawca sprawdzi Cię w googlu czy fb czy gdziekolwiek. Natomiast tekst miał na celu po pierwsze powiedzenie, że niektórzy pracodawcy sprawdzają i jeżeli chcemy uniknąć przykrych niespodzianek w przyszłości to jest kilka prostych zasad do których można się stosować.

    Co do PHP6 to wszyscy już wiedzą, że go nie będzie, także nie ma w zasadzie tematu, chyba, że masz coś innego na myśli 😉

  5. batman pisze:

    @Saveura
    Mylisz się twierdząc, że udajemy w „realu”, a w sieci jesteśmy sobą. Udajemy tak samo w obu tych „miejscach”. Zastanów się dlaczego na forach roi się od idiotów i trolli. Ponieważ myślą, że są anonimowi. To samo możemy zaobserwować na większości dużych polskich osiedli. Pomazane mury, zniszczone przystanki i ławki. To jest ten sam poziom debilizmu, tylko inaczej wyrażony. Inaczej, ponieważ medium jest inne. Efekty pozostaje taki sam.

    Dbanie o wizerunek w sieci nie różni się niczym od dbania o wizerunek w niekomputerowym życiu. Internet po prostu o wszystkim pamięta i dlatego należy się bardziej pilnować (lub udawać, jak to autor odpowiedzi napisał).

  6. Quadina pisze:

    Zgadza się nie zostało powiedziane to wprost ani przez jedną ani przez drugą stronę. Jako obserwator z boku jednak odnoszę wrażenie, że oboje mówicie o skrajności przedstawiając sprawę przez warstwę „wazeliny”, tak aby zawsze można się było wycofać. Być może brutalne słowa, ale w taki sposób ja to odczuwam.

    Swoją drogą tutaj mamy przykład podany przez autora odpowiedzi, że te same słowa mogą być różnie interpretowane w piśmie – często zupełnie inaczej niż w mowie :)

    Co do PHP6 to kiedyś może i powstanie, więc jeszcze krzyżyka nie stawiam. Jednakże multiparadygmatowość PHP już jest została uszczuplona w PHP 5.3, więc zastanawiam się jakie będą kolejne kroki.

  7. sauveur pisze:

    @Quadina
    Ciężko mi się odnieść do tego co napisałeś, bo ja ani nie chciałem opisywać „psychologii” użytkowników sieci, ani nie twierdzę, że wszyscy pracodawcy są tacy sami.

    @batman
    Ponownie, gdzie ja napisałem, że w internecie jesteśmy prawdziwi a w realu nie? Nie wiem czemu tak to odebrałeś, czyżbym aż tak zamotał wypowiedź?
    Ja się odniosłem do tego co Ty napisałeś, że jeżeli czegoś nie powiedziałbym w rzeczywistości to w internecie też tego mówić nie powinienem.

    Moim zdaniem odchodzimy od głównego tematu. Ja chciałem przekazać w skrócie:
    – pracodawcy są różni, ale przede wszystkim są takimi samymi ludźmi jak my, nie róbmy z nich potworów którzy będą nas oceniać na podstawie, naszych poglądów, dla nich (moim zdaniem oczywiście) najbardziej liczą się nasze umiejętności.
    – skoro mamy nasz profil na facebook-u, a jednocześnie stosujemy się do tych pijarowskich rad podanych przez Wojtka, to nie mówmy, że to jesteśmy my. To jest po prostu nudny, wgładzony i miałki obraz nas samych.

    cholera, straciłem wątek, a coś miałem jeszcze napisać…

  8. Quadina pisze:

    @sauveur
    Może to kwestia energetyka, a może mojej dziewczyny, która przyniosła mi obiad, ale chyba zrozumiałem co chciałeś przekazać i podpisuje się pod tym 😉

  9. batman pisze:

    @sauveur
    Napisałeś
    „Nie prawda. Internet to nie “prawdziwe życie” i panują tutaj zupełnie inne zasady. W normalnym życiu każdy z nas ma maski”

    Ze zdania wynika, że te maski gubimy w Internecie. Jeśli źle to odebrałem – mój błąd.

    Niemniej nadal podtrzymuję swoje zdanie, że jeśli czegoś nie zrobimy offline, to nie powinniśmy tego robić online.

    Natomiast w zupełności zgadzam się, że nie każdy rekruter i nie na każde stanowisko weryfikuje nasz profil w Internecie. Co nie oznacza, że możemy pakować do sieci wszystko co wpadnie nam w rękę.

  10. thek pisze:

    A ja tam dostosowuje miejsce do zachowania. Czy to real czy net. Inaczej się zachowam jako mod na forum.php.pl, inaczej jako anonimowy user na jakimś luźnym forum, a jeszcze inaczej na ircu czy gg. Nie wadzi to jednak nic temu co napisałem w poprzednim artykule. Nadal mimo to zachowuję anonimowość. Znają mnie tyle ludzie na ile pozwolę im się poznać i w sposób jaki ja uznam za dla mnie wygodny. Widzisz ten podmiot „ja”? Tymczasem w realu już tak łatwo nie ma. Kabel z sieci wyłączysz i znikniesz, możesz zmienić prosto internetową tożsamość. Zrób to w realnym życiu… Dlatego jesli już w necie się podpisuje imieniem i nazwiskiem to logiczne, że tej tożsamosci łatwo nie zmieni i dba o nią.

    Zgodzę się więc, że powinno sie w takiej sytuacji stosować do zasady „nie robię w realu – nie zrobię w necie”.

    Co do pracodawców zaś to sprawa jest dyskusyjna. To tylko ludzie i każdy podchodzi inaczej do człowieka. Ja z szefem mogę iść na piwo i rzucać obok niego mięsem bo wie, że nie robię tego bez powodu. Ale przykładowo chętnie zapoznałby się z dziąłalnością wyrażona na forach tematycznych czy obejrzałby profil/portfolio podczas rekrutacji.

    Znajomi z netu jak na razie wcale nie twierdzili, że jestem jakoś inny wizerunkowo niż to w necie widzieli. Bo jestem sobą i mam pewne poglądy, które wcale nie przeszkadzają mi ich wyrażać mniej lub bardziej dobitnie. To ja decyduję, w zależności od sytuacji, na ile sobie pozwolić mogę. Ale i tak nie lubię przesadzać, więc moje opinie z reguly są dość wyważone.

  11. sauveur pisze:

    Ja się czuję zagubiony w tym co mam w głowie, a tym co chciałem przekazać, a tym co w rzeczywistości napisałem.

    Odnosząc się do tego co napisał @batman i @thek muszę powiedzieć, że nadal nie zgadzam się z Waszym stwierdzeniem, ale za to naprostuję moje zdanie – mianowicie, w normalnym świecie mogę więcej powiedzieć aniżeli w internecie, bo internet nie zapomina.

    Ogólnie wydaje mi się @batmanie (jak i pozostali koledzy), że krążymy wokół tego samego wniosku, tylko przy jakiś pierdołach się rozmijamy, albo nie rozumiemy.

    Ja dostaję już po prostu odruchu wymiotnego jak słyszę o wizerunku, nie rób tego, nie rób tamtego. Jak będziesz udawał w necie kogoś kim nie jesteś to i tak prędzej czy później się to wyda.

    @Quadina masz dziewczynę? i to taką która przynosi obiad? Ty cholerny farciarzu, ja też takie coś chce! :>

  12. to tylko kwestia podejścia, jedni są sobą zawsze inni czasami… dlaczego? ich o to pytać…

  13. thek pisze:

    @sauveyr: a u mnie jest na odwrót. To w realu bardziej się hamuję niż w necie. Internet nie zapomina, ale sprawia, że między rozmówcami jest pewnego rodzaju dystans, bariera, która pozwala uderzać mocniej, bo i tak riposta nie będzie taka silna. Ja już miałem przypadki, że pozew cywilny za zniesławienie byłby tylko wstępem. Problemem bowiem jest fakt, że oskarżenie przez net nie jest w polskim prawie usankcjonowane zbyt dobrze. Niby podpada pod kodeks cywilny, ale są przypadki mi znane gdzie osoba z drugiej strony kabla posuwała się do takich świństw, że proces karny powinien być wytoczony. Chyba nie chcielibyście przeczytać swojego własnego nekrologu sięgając do prasy czy być oskarżonym bezpodstawnie o przyczynienie się do czyjegoś samobójstwa? Ja miałem do czynienia z osobnikiem, który do czegoś takiego się posuwał i czuł bezkarnie w związku z plecami w prokuraturze.

    Net potrafi w innych wyrobić poczucie bezkarności i braku konsekwencji. Nie jestem za poprawnością polityczną. To dla mnie głupota. Jestem jednak za odpowiedzialnością za własne słowa i czyny. Niezależnie czy realne czy wirtualne. Ludzie nie mają świadomości, że coś napisane, powiedziane kilka lat wcześniej potrafi się po jakimś czasie zemścić. Jestem przeciwko pisaniu ochów i achów, bo to sztuczne w dużej mierze, ale nie skaczmy też ze skrajności w skrajność.

    Co do stwierdzenia o rozmijaniu to zapewne masz rację, bo ogólnie zgadzamy się co do faktu, że net to nie real i traktujemy to inaczej.Różnimy się jednak w podejściu co do określonych przypadków jakie zachodzą.

  14. Myślę, że czy ktoś się zgadza z jednym czy z drugim wpisem, jest kilka ważnych rzeczy, na które należy zwrócić uwagę:
    1. Pracodawcy coraz częściej robią wywiad nt. przyszłych pracowników w internecie
    2. Pomaganie innym na różnych forach oraz prowadzenie blogów na pewno popłaca
    3. Internet wszystko pamięta i trzeba sobie z tego zdawać sprawę, by później czegoś nie żałować

    Poprawność polityczna to tylko jedno z możliwych sposobów kreowania wizerunku, czy się do niej stosujemy, to już nasza sprawa, natomiast ważne by robić to świadomie.

  15. thek pisze:

    @Wojciech: Zgodzę się połowicznie.
    ad 1) Robią coraz częściej, ale tylko do wstępnej selekcji. Nadal CV jest brane pod uwagę, ale głównie rubryka doświadczenie i szkoły/kursy. Jednak to właśnie netową działalnością można choć w części to poprzeć lub poddać w wątpliwość. Jeśli ktoś sie chwali w CV, że ma doświadczenie w pisaniu przypuśćmy artykułów (aplikuje do serwisu, gdzie je będzie pisał) a jego ostatnie prace będą na miernym poziomie to można go odrzucić. Zyskają inni, a my na czasie rekrutacji.

    2. Pomaganie innym popłaca, ale pisanie blogów jest ostrzem obosiecznym. Można sobie zarówno pomóc, pisząc z sensem, jak i zaszkodzić, publikując głupoty. Zwłaszcza gdy to blog oficjalny, pod którym się podpisujemy imieniem i nazwiskiem (przykładowo blog batmana czy Twój).

    3. Internet pamieta, ale nieraz trzeba mocno go przekopać by coś znaleźć. A to w dobie gdy coraz mniejsza ilość osób używa szarych komórek, coraz trudniej.

    Poprawności politycznej nie lubię. Co za różnica czy napiszę afroamerykanin czy murzyn, dopóki traktuję osobę jak każdą inną lub w oparciu o własne doświadczenia, a nie stereotypy. Ja kieruję się kulturą i to niezależnie od medium. Uważam, że jak my traktujemy innych tak i nas potraktują.

  16. batman pisze:

    Granica między byciem niepoprawnym politycznie, a idiotą jest bardzo cienka i niewiele osób jest w stanie ją dostrzec na czas. Dlatego większość osób stosuje asekuracyjne podejście i stara się pisać o wszystkim w sposób jak najbardziej bezpłciowy. Najlepszym przykładem będzie tutaj kawał o czarnej dziurze, którą poprawnie politycznie naukowcy zaczęli nazywa afro-otworem.
    Pomijając nakazy, zakazy, przykazy i inne kazy, należy po prostu być sobą i nie udawać kogoś, kim się nie jest.

  17. @batman – albo w drugą stronę – stać się tym kogo się udaje 😉

  1. There are no trackbacks for this post yet.

Leave a Reply

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.